Wstęp do katalogu z wystawy w galerii rzeźby SBWA
Warszawa 1996r.
Między górnym "C" a pasażami


    Tomasz Szumiński jest artystą działającym w 2 połowie XX wieku (niebawem będzie działał w I połowie XXI wieku). Tak datowane są wszystkie jego prace. Czas jest przecież kategorią umowną, a zapisy w sztuce nie powinny upodabniać się do zapisów w pensjonarskich kajetach. Podejrzewam, że gdyby mógł posługiwałby się epokami, bo one bardziej przybliżają nas do Ponadczasowego...
    Nie jest męczennikiem sztuki, nie krzyżuje się w swoich dziełach, nikogo nie chce zbawiać (nawet kiedy rzeźbi "Powitanie Anioła"), nie głosi wielkich przesłań, obce mu są wszelkie ideologie, nawet mitologie (jego "Nike" nie jest ani skrzydlata, ani zwycięzka, i na próżno szukać na niej antycznych udrapowań, a mimo to kikuty jej ramion są skrzydłami - i jest boginią zwycięstwa, mimo wszystko, a jej ciało rozbrzmiewa triumfalnymi fanfarami)...
    Jest artystą dalekim od ascetyzmu - dzieła jego kipią witalnością, lecz nigdy nie są rozbuchane, jeśli wznoszą się do górnego C, to nie po to, aby tam zawisać - ach, te wspaniałe pasaże w "Praczce" (brąz) czy w "Lawie" (wełna, jedwab, włosie końskie), to niezwykłe wyczucie rytmu w "Tańcu" (brąz) czy w "Tańczącym kwiecie" (Wełna, stal)! Wszystkie jego prace są wysmakowane do najmniejszego szczegółu, doskonałe estetycznie, bezbłędnie oddające istotę rzeczy: "Macierzyństwo" (brąz, drewno) czy "Ojcostwo"(brąz) - te niewielkie (przestrzennie) formy rzeźbiarskie zawierają w sobie monumentalne treści, są kwintesencją owych ludzkich-arcyludzkich relacji uczuciowych. Dlatego stwierdzenie, że jego rzeźby czy gobeliny "żyją w odrealnionym wymiarze", jest z gruntu rzeczy fałszywe...
    Przypomnę, co powiedział kiedyś Hans Arp: "Człowiek nazywa abstrakcją to, co jest konkretem. Uważam, że obrazy czy rzeźba, które nie miały żadnego modelu w rzeczywistości są równie konkretne i zmysłowe jak liść czy kamień". W pewnym sensie odnosi się to do najbardziej "abstrakcyjnych" prac Szumińskiego, jak "Pocałunek na łodce", "Torreador" czy "Zaloty" (jeśli chodzi o formy rzeźbiarskie), względnie "Głębia w szarościach", "Ogniste gniazdo" czy "Świtaniec" (jeśli chodzi o gobeliny). W tej ostatniej pracy zdaje się zbliżać do Dubuffetowskiego ideału "sztuki nieobrobionej". Ale z konia z rzędem temu, kto stworzył coś równie "konkretnego i zmysłowego" - w wymiarze o tyle odrealnionym, o ile magicznym! Albowiem realizm w sztuce jest zawsze po trosze magiczny, a działania twórcy mają w sobie zawsze coś z magii, z zaklinania tajemnych mocy zawartych w tworzywie nawet tak mało ezoterycznym jak malowana stal!
    Obserwując dokonania artystyczne Tomasza Szumińskiego na przestrzeni ostatniego półwiecza (jego wiek metrykalny absolutnie się z tym nie kłuci!), nie ubolewam nad tym że w ostatnim czasie wypadł mu jeden z "Zębów miłości" (brąz, drewno). Albowiem, znowu posłużę się mądrą refleksją Hansa Arpa: "Sztuka jest pochodzenia jak najbardziej naturalnego, ulega sublimacji i uduchowieniu wraz z sublimacją człowieka..."
Janusz B. Roszkowski
<< WSTECZ